Po deszczu zawsze wychodzi słońce. Tak też stało się dzisiaj. Po deszczowym wczorajszym popołudniu, nastąpił słoneczny poranek. W związku z tym, nie mogłam się powstrzymać, i wypiłam poranną kawę na huśtawce, naładowałam się pozytywnie promieniami słonecznymi. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że moja kochana rodzicielka postanowiła przyjąć ton moralizatorski. Na co dzień tak nie ma, twierdzi że mi ufa, tylko od święta zdarza jej się pomarudzić tak ‘na zapas’. W każdym razie dzisiaj było to kompletnie nie na miejscu, gdyż wpędziło mnie znów w stan zadumy nad moim życiem (a trzeba wiedzieć, że takie stany kończą się zwykle chowaniem pod kołdrą i oglądaniem Magdy M.)
I kiedy tak powiedziałam mamie o wszystkich swoich wątpliwościach, i problemach, to ta, zwykle trzeźwo myśląca kobieta, zwolenniczka natychmiastowego rozwiązywania wszelkich sytuacji kryzysowych, wyskoczyła z tekstem: Nie przejmuj się! Powiedz sobie tak jak Scarlet O’Hara: “Pomyślę o tym jutro”. Tym mnie zastrzeliła. Bo czy to nie jest nic innego jak przesuwanie czegoś w nieskończoność? Chociaż… może z drugiej strony jest to jakieś rozwiązanie, żeby przeczekać aż wszystko samo się rozwiąże? Nie wiem, męczy mnie to – pomyślę o tym jutro.
Na razie przede mną Instrumenty Finansowe, Bankowość.. i rekrutacja na studia. To zaczyna się stawać moją obsesją. Dzisiaj śniły mi się cztery różne rozwiązania! Rozmowy kwalifikacyjne, listy osób przyjętych… stresująca to była noc! Do tego nieustannie odświeżam stronę instytutu, żeby sprawdzić, czy jest harmonogram rozmów kwalifikacyjnych. Czy to nie jest troszkę niezdrowe?
Poza tym szykuje się kolejny rok z widokiem na siostrzyczki! Co prawda dzisiaj dostałam propozycję zmiany pokoju, ale pod warunkiem zamieszkania z wieczną hipochondryczką, która już n-ty rok próbuje skończyć studia, ma 33 lata i jest nie do zniesienia! Never! Wolę już podglądać siostrzyczki za oknem!;)